|
Blog > Komentarze do wpisu
Tool (cz. 1)
Pierwszy raz usłyszałem Tool milion lat temu (czyli jakoś około 1995-6) w telewizji Viva-Zwei (teraz to się chyba inaczej nazywa). W różnych okresach funkcjonowały w niej programy o wszystko mówiącej nazwie Rock, oraz o nic nie mówiącej Virus. ;] Nie pamiętam, w którym z nich, ale którejś nocy kolega nagrał na kasetę VHS koncert 'jakiejś grupy', którą pożyczył mi do przejrzenia, bo on teraz takiej muzyki nie słucha ;] (nb, wtedy odkrywał Korn. o ile pamiętam potem mi oddał swojego Korna i inne grupy tego typu). W każdym razie jak łatwo się domyśleć, grupą na kasecie VHS był Tool. Repertuar pochodził zasadniczo z pierwszego LP Undertow, oraz EPki Opiate. Zespół wydał mi się na tyle ciekawy, że zacząłem pytać o niego wśród znajomych. Poznałem wtedy Undertow i choć nie zakochałem się w grupie (fascynowałem się wtedy nieco innym rodzajem muzki ;]), zapamiętałem kilka utworów, choćby niesamowity Sober. Tool-Sober
W owym okresie bardziej mnie interesowały grupy doom-death metalowe, albo inne z worka o nazwie 'gotycki metal', co niektórzy definiowali jako 'metal z klawiszami' (jakby ktoś nie wiedział, co to ;P). Zostawiając na boku śliską tematykę gotyku, wspomnę tylko, że Undertow zajął w mojej kolekcji miejsce nieco mniej centralne. Teksty i muzyka były na tyle ciężkie w treści, że zdrowy na umyśle człowiek nie mógłby słuchać tego non-stop ;] Były jednak momenty, w których chore emocje zawarte na krążku wpadały w doskonały rezonans z moim samopoczuciem. Tool - Prison Sex
Mój ulubiony Flood nie doczekał się obrazka, ale ilustracje autorstwa gitarzysty grupy do kawałków Sober i Prison Sex są naprawdę niezłe. Z całą pewnością wyróżniały się wśród typowych klipów w/g schematu 'stoimy i gramy machając grzywami'. Wideoklipy stały się również jednym ze znaków charakterystycznych grupy. Wracając jednak do opowieści, stosunkowo krótko po poznaniu Undertow miałem okazję posłuchać nowego dzieła grupy: AEnima. Płytę tę przez długi czas uważałem za doskonałość (mimo iż ona również nie stała się moją ulubioną ;]). Wydaje się, że nie ma tam niczego zbędnego. Wszystkie utwory są dopracowane, a w dodatku wibracja, która sprawiała, że Undertow była płytą nieprzystępną i trudną do pokochania, została zamieniona na posmak zagadki, szyfru którym przesyłana jest nam tajna wiadomość o prawdziwym kształcie świata :) Grupa doczekała się wiernego orszaka egzegetów doszukujących się ukrytych znaczeń w ich tekstach - począwszy od Opiate, aż po współczesne wydawnictwa. Tool - Stinkfist Płytę rozpoczyna niesamowity Stinkfist, znany w MTV jako Track 01 :P Niezwykle potężny kawałek zawierający charakterystyczne dla grupy riffy na gitarze poparte intensywną pracą sekcji rytmicznej. Dla wielu osób wokół mnie, a także dla mnie, stanowili grupę kompletną. Niesamowite umiejętności techniczne szły w parze ze świetnym rozumieniem melodyki i niezwykłą pomysłowością, tak w muzyce jak w tekstach. Grupa zrzuciła skórę z pierwszych płyt i ruszyła na podbój nowych światów. Tool - AEnema AEnima była świetna. Jej główną wadą było jednak to, że musiała nam wystarczyć na długo. ;] Podczas gdy wielu artystów nagrywa albumy w stosunkowo krótkich 1-2 letnich odstępach, Tool kazał nam sporo czekać na następcę AEnimy, zapewne częściowo dlatego że członkowie grupy angażowali się w inne projekty. Szczególnie zauważalny był udział Maynarda Keenana w grupie A Perfect Circle. Krążek Mer de Noms osłodził nieco czekanie na nowy album Toola. Wielu fanów postrzegało grupę jako Tool-junior. Grupę, która grała muzykę bardziej przystępną. Pojawiły się nawet porównania Tool i APC do Yin-Yang, gdzie Tool byłby energią męską-intelektualną, a APC żeńską-emocjonalną tej samej energii. Przy przedłużającej się przerwie między płytami Tool i ogromnym sukcesie APC, plotki o rychłym wydaniu nowej płyty przeplatały się z plotkami o rozpadzie grupy. Wkrótce pojawił się nowy krążek sygnowany nazwą Tool - Salival. Było to wydawnictwo zawierające kilka utworów live, oraz kilka studyjnych, między innymi fantastyczną reinterpretację Push it, oraz cover Led Zeppelin - No Quarter. Nie było to jednak to, na co czekali fani. Następca nadszedł jednak stosunkowo szybko. Przynosząc nowe-stare brzmienia. Singiel Schism zwiastował nowego, chłodnego i mistycznego Toola. Tool - Schism
Osobiście znalazłem się wśród osób rozczarowanych tą płytą. Miałem poczucie, że powstał album w zasadzie poprawny. Nie mogłem niczego zarzucić utworom ani całej płycie. Nie była jednak AEnimą. Nie pobudzała tych emocji. Pozostawiała mnie obojętnym. Mimo że był to stary dobry Tool, był to jednak pusty i martwy Tool w moich oczach. The pieces fell away. Potrzebowałem bodajże 4 lat, żeby zrozumieć tę płytę. Ale o tym już w tzw. cedeenie. wtorek, 15 stycznia 2008, danf
|
|