to chyba jedyny zespół, który mnie w tym roku oczarował w takiej skali. zaczęło się przeciętnie - od przesłuchania raz płyty. pierwsza recenzja - nie jest takie złe. to jest właśnie jeden z tych zespołów, które nie robią wielkiego wrażenia za pierwszym razem, a potem podstępnie wchodzą pod skórę i ścigają człowieka na każdym kroku.
to właśnie płyta Night, której reprezentant jest powyżej, zaczęła mnie tak prześladować. dość krótka (pięć utworów, choć długich). umiarkowanie piękny pan na koncercie nieco fałszuje, ale i tak słychać, że ma wyjątkowy głos, a muzyka jest nastrojowa i przejmująca. dodam na marginesie, że mój ulubiony utwór to dream of stone, ale niestety w wersji youtube jest pocięty (jest w całości na last.fm).
a tutaj przedstawiciel ostatniego albumu (nota bene ostatni utwór). na tym są teoretycznie cztery kawałki :-) kolejny concept album i znów nie oczarowuje za pierwszym razem, a wciąga stopniowo i okrutnie. chodzi i męczy człowieka :-) ciężko uwierzyć, że taki zespół jest ledwo znany, a panowie na codzień pracują w tzw. normalnych zawodach, by od czasu do czasu pyknąć płytkę i zagrać parę koncertów. polski Riverside jest znacznie bardziej popularny na świecie niż oni. ale o tym zespole pogadamy przy innej okazji. a póki co, dobranoc, najlepiej z płytą Night :-)